Dlaczego adaptacja klimatyczna w polskich miastach wciąż się nie wydarza? Trzy bariery, o których rzadko się mówi

Przestrzeń dla adaptacji

W ostatnich latach adaptacja miast do zmiany klimatu stała się pojęciem powszechnie używanym – w strategiach, dokumentach programowych, konkursach architektonicznych i narracjach inwestycyjnych. Jednocześnie, gdy schodzimy z poziomu deklaracji do poziomu konkretnych obiektów – budynków i ich bezpośredniego otoczenia – adaptacja bardzo często okazuje się niemożliwa lub skrajnie ograniczona.

Powodem nie jest brak wiedzy, technologii czy narzędzi. Nie jest nim również niewiedza na temat zagrożeń klimatycznych. Problem leży gdzie indziej – w hierarchii priorytetów, które wciąż rządzą projektowaniem, zarządzaniem i użytkowaniem obiektów w miastach. Priorytety te są silnie zakorzenione w przekonaniach, praktykach instytucjonalnych i niechęci do ich zmiany, nawet w obliczu narastających ryzyk.

Na podstawie doświadczeń z ocen podatności klimatycznej obiektów w terenach zurbanizowanych można wyróżnić trzy powtarzalne typy barier, wynikające z utrwalonych przekonań, które w sposób systemowy blokują realną adaptację.

Zanim jednak przejdziemy do ich omówienia, konieczne jest doprecyzowanie jeszcze jednego, fundamentalnego kontekstu. Bardzo często adaptacja planowana jest w sposób niewłaściwy nie dlatego, że napotyka opisane bariery, lecz dlatego, że już na etapie diagnozy problem zostaje źle zdefiniowany. Redukowanie adaptacji wyłącznie do reakcji na wybrane skutki zmiany klimatu prowadzi do działań fragmentarycznych, a w konsekwencji do maladaptacji. Bez osadzenia adaptacji w szerszym kontekście kryzysu planetarnego nawet najlepsze intencje i narzędzia projektowe nie prowadzą do realnego zwiększenia odporności obiektów i miast.


Adaptacja obiektów w kontekście kryzysu planetarnego

Mówiąc o adaptacji, powinniśmy myśleć szerzej niż tylko o zmianie klimatu. Funkcjonujemy w warunkach kryzysu planetarnego, obejmującego jednocześnie szereg powiązanych ze sobą zjawisk. Tymczasem kontekst w jakim osadzane są plany i działania adaptacyjne w miastach, dotyczą najcześciej wzrostu temperatury, zmiany wzorców opadów, częstotliwości ekstremów pogodowych i zjawisk pochodnych, takich jak: Miejska Wyspa Ciepła, powodzie błyskawiczne, susza. To nie wystarczy. W ocenie ryzyka klimatycznego konieczne jest uwzględnienie całości kryzysu, na który składa się również: utrata bioróżnorodności, presja zanieczyszczeń, odpadów i zużycia zasobów. Do tego dochodzi cała grupa zjawisk gospodarczych, jak rosnące ryzyka systemowe (energetyczne, wodne, infrastrukturalne) i niepewność determinowana przez dynamiczne otoczenie prawne, ekonomiczne i społeczne.

Adaptacja infrastruktury w miastach oznacza więc nie tylko „radzenie sobie z upałem i deszczem”, ale przystosowanie budynków i przestrzeni do bezpiecznego, długoterminowego funkcjonowania w zmieniających się warunkach zdefiniowanych przez wszystkie powyższe obszary łącznie. To, co ważne i o czym często zapominamy, to kwestia precyzyjnego określenia potrzeb adaptacyjnych całego systemu (powiązanych elementów), a więc zarówno wymiaru fizycznego (technicznego) obiektów, jak też wymiaru zarządczego, a następnie właściwego doboru rozwiązań adaptacyjnych, czyli uwzględniającego kontekst całości kryzysu planetarnego.

Nie wystarczy „zazieleniać”. Trzeba patrzeć szeroko, aby działania były prawdziwą adaptacją, a nie maladaptacją (a komunikacyjnie – greenwashingiem).

Umiejętność szerokiego patrzenia wciąż przed nami. Jednakże nie jest to jedyna bariera, stojąca na drodze skutecznego adaptacji. Istnieje coś, co wydaje się pilniejsze dla zmiany, z czym nawet najlepsze diagnozy podatności, potrzeb i możliwości adaptacyjnych przegrywają. Są to istniejące w zarządzaniu przestrzenią miejską i obiektami priorytety.


Bariera pierwsza: obiekt pod ochroną konserwatorską

Najbardziej oczywistym typem bariery adaptacyjnej są obiekty objęte ochroną konserwatorską. W ich przypadku nadrzędnym celem pozostaje zachowanie osi widokowych, niezmienności elewacji oraz historycznej formy i kompozycji przestrzeni. W praktyce oznacza to, że te elementy niemal zawsze okazują się ważniejsze niż ograniczenie stresu termicznego użytkowników, możliwość wprowadzenia cienia, poprawa mikroklimatu czy retencja wody opadowej.

Drzewa przy elewacjach stają się problemem. Pnącza traktowane są jako ingerencja w substancję zabytkową. Zacienienie placów bywa uznawane za naruszenie wartości historycznych. W efekcie ochrona dziedzictwa sprowadza się do ochrony obrazu, a nie funkcji.

Tymczasem obiekty zabytkowe projektowano dla klimatu, który już nie istnieje, oraz dla sposobu użytkowania, który często uległ zasadniczej zmianie. Brak adaptacji nie jest więc działaniem neutralnym. Oznacza przyspieszoną degradację materiałową, funkcjonalną i społeczną, a w dłuższej perspektywie – utratę zdolności tych obiektów do pełnienia realnej roli w życiu miasta.


Bariera druga: ikona architektury i „nietykalność formy”

Drugim typem obiektu szczególnie trudnym do adaptacji jest tzw. ikona architektury – budynek, którego wartość została zdefiniowana przede wszystkim przez jego formę. W takich przypadkach nie wolno zasłaniać elewacji, nie wolno wprowadzać drzew w określonych osiach widokowych, a o zielonych fasadach czy pnączach zazwyczaj „nie ma mowy”.

Z perspektywy adaptacji oznacza to brak możliwości naturalnego zacienienia, obniżenia temperatury otoczenia, redukcji zapotrzebowania na energię czy ochrony użytkowników przed stresem cieplnym. Priorytetem pozostaje zachowanie pierwotnej wizji projektowej, często całkowicie nieadekwatnej do realiów kryzysu planetarnego.

Estetyka, rozumiana jako „czystość bryły”, staje się ważniejsza niż zdolność obiektu do bezpiecznego i komfortowego funkcjonowania. W efekcie adaptacja bywa postrzegana jako zagrożenie dla architektury, zamiast jako jej konieczne i odpowiedzialne uzupełnienie.


Bariera trzecia: obiekt komercyjny i prymat reklamy

Trzecią, niezwykle silną barierą adaptacyjną są obiekty komercyjne, w których kluczowym priorytetem pozostaje widoczność pól reklamowych. Mechanizm ten przypomina ochronę osi widokowych w zabytkach, z tą różnicą, że celem nie jest elewacja, lecz powierzchnia ekspozycyjna reklamy.

W takich obiektach zachowanie widoczności reklamy wygrywa z możliwością zacienienia przestrzeni, drzewa i zieleń wysoka traktowane są jako przeszkoda, a adaptacja do rosnących temperatur schodzi na dalszy plan. Reklama okazuje się ważniejsza niż komfort użytkowników, bezpieczeństwo klimatyczne i długoterminowa odporność obiektu.

Jest to podejście krótkowzroczne, generujące narastające koszty eksploatacyjne i społeczne, a mimo to wciąż powszechnie akceptowane w procesach decyzyjnych.ne, ale wciąż powszechnie akceptowane w procesach decyzyjnych.


Wspólny mianownik: nieaktualne priorytety

Choć trzy opisane typy obiektów różnią się formalnie, łączy je jeden mechanizm: adaptacja przegrywa z priorytetami głęboko zakorzenionymi kulturowo i instytucjonalnie – w przeszłości. W przypadku zabytków wygrywa obraz dziedzictwa, w ikonach architektury – nienaruszalność formy, a w obiektach komercyjnych – widoczność reklamy.

Dopóki te priorytety pozostają nienaruszalne, adaptacja obiektów w miastach pozostaje pojęciem teoretycznym – dodatkiem, „kwiatkiem do kożucha”, który dobrze wygląda w dokumentach strategicznych, lecz nie przekłada się na realną zmianę.


To dopiero połowa problemu

Opisane bariery dotyczą obiektów już istniejących. Równolegle pozostaje problem projektowania nowych budynków w oderwaniu od uwarunkowań środowiskowych – temat, który wymaga osobnej analizy. Wspólnym źródłem obu problemów jest jednak to samo założenie: że architektura może funkcjonować wbrew środowisku, a adaptacja jest czymś opcjonalnym.


Co dalej

W kolejnych artykułach tej serii każda z opisanych barier zostanie omówiona osobno: ochrona zabytków w warunkach zmiany klimatu, ikony architektury i ich podatność środowiskowa oraz komercjalizacja przestrzeni jako systemowa bariera adaptacji.

Celem nie jest krytyka pojedynczych obiektów, lecz ujawnienie mechanizmów, które blokują adaptację miast w epoce kryzysu planetarnego.

Adaptacja obiektów w miastach nie jest dziś problemem technicznym. Jest problemem decyzyjnym i kulturowym. Dopóki nie zmienimy hierarchii priorytetów, miasta będą coraz bardziej podatne – niezależnie od liczby strategii, raportów i deklaracji.